Magia sprzątania

Napisała Kasia @ Wrzesień 2, 2015

  The title of Marie Kondo’s book was showing up in conversations with my friends for many weeks. Every time somebody mentioned the interview of the writer in some in English newspaper, or a new review of her book, I was immediately giving my five-minute monologue, starting with words "you must read this book! ".

  "The life-changing magic of tydying up" may look like an ordinary guide. It is hard to imagine, that this small book with advices on such prosaic subject, could turn out to be the world best-seller.  And somehow, this success doesn't surprise me at all. After few first pages the first thought is often "how much can one possibly write about the process of cleaning the house?”, but I am sure that after a moment you will already feel irresistible willingness to clean out everything around you.

***

  Tytuł książki Marie Kondo przewijał się w rozmowach z moimi znajomymi od wielu tygodni. Za każdym razem gdy ktoś wspominał o wywiadzie pisarki w jakiejś anglojęzycznej gazecie, czy o kolejnej pozytywnej recenzji, natychmiast zaczynałam swój pięciominutowy monolog zaczynający się od słów "musisz przeczytać tę książkę!". 

  "Magia sprzątania" z pozoru wygląda jak zwykły poradnik. Trudno jest sobie wyobrazić, aby ta mała książeczka z radami dotyczącymi jakże prozaicznego tematu, mogłaby okazać się światowym bestsellerem. A jednak w ogóle nie dziwi mnie ten sukces. Przez pierwsze kilka stron może pojawić się u czytelnika myśl "ileż można pisać o tym samym, przecież to tylko robienie porządków w domu", ale jestem pewna, że już po chwili poczujecie nieodpartą chęć aby wysprzątać wszystko co Was otacza.    

Autorka bardzo skrupulatnie przekazuje nam informacje na temat technik segregowania rzeczy i bezbolesnego pozbywania się tego, co nazbierałyśmy przez lata. Podstawą tej "terapii" jest jedna zasada: zatrzymaj tylko te przedmioty, które wywołują radość w Twoim sercu. Na wszystkie inne szkoda miejsca w domu. Proces konfrontowania się z rzeczami, ich selekcja, zmusza nas do stawienia czoła złym decyzjom, które podjęłyśmy w przeszłości, a tym samym pomaga nam radzić sobie z tym, co nas w życiu ogranicza. Gdy w końcu otoczone jesteśmy wyłącznie istotnymi i cennymi przedmiotami, których chcemy używać, a bałagan nie rozprasza naszego umysłu, czujemy przypływ  nowej energii, dzięki której możemy przestawić swoje życie na nowe tory. Po uporządkowaniu swojej przestrzeni, nabyte umiejętności bardzo szybko zaczynają przekładać się na wiele innych spraw. Nagle dostrzegamy co jest priorytetem, a co błahostką i lepiej zarządzamy naszym czasem. Umiejętność uporządkowania wszystkiego co przeżyliśmy (zdjęć, papierów, ubrań, bibelotów, pamiątek) daje nam możliwość nowych, przemyślanych wyborów i przeżywania prawdziwego szczęścia. 

Książka Marie Kondo jest fenomenem, bo koniec końców nie chodzi w niej tylko o to, w jaki sposób najlepiej ułożyć książki na półce czy posegregować ubrania (choć takie ciekawe triki też tu znajdziecie). Dla uważnego czytelnika, który zacznie stosować techniki autorki, niepostrzeżenie "Magia sprzątania" może okazać się pierwszym krokiem do lepszego życia. Polecam tę książkę każdej z Was. 

 

Last Month

Napisała Kasia @ Sierpień 31, 2015

I hope that Monday depression didn't get to you. The August passed for me as quick as a flash. Even though the holidays are ending I have a feeling that the real summer weather will still stay with us a bit longer (although today Sopot isn’t too pleasant as it’s raining). That’s great because I am still not ready to say goodbye to my simple dresses which I could just match with suede pumps and get out to the city. I am also not ready to let go of long evenings, eating blueberries and blackberries straight out of the hot pan covered under the sweet crumble topping. And of course with swimming in my beloved sea – water in September is  the warmest!

***

Mam nadzieję, że dzielnie się trzymacie i nie dopadła Was poniedziałkowa chandra. Sierpień minął mi w okamgnieniu. Chociaż wakacje się kończą to mam przeczucie, że prawdziwa letnia pogoda jeszcze trochę z nami zostanie (chociaż dziś w Sopocie kropi i nie jest zbyt przyjemnie). To dobrze, bo nie mam jeszcze ochoty żegnać się ze swoimi prostymi sukienkami, do których wystarczy włożyć zamszowe pantofle i już można wyjść na miasto. Ani z długimi wieczorami na świeżym powietrzu, kiedy prosto z gorącej jeszcze brytfanki wyjadamy jagody i jeżyny pod słodką kruszonką. No i oczywiście z kąpielami w moim ukochanym morzu – woda we wrześniu jest najcieplejsza!

Moja fascynacja tematem "slowfashion" trwa nadal (i mam nadzieję, że nigdy się skończy). Z każdym tygodniem w mojej szafie jest coraz mniej ubrań – zostawiam tylko to co uwielbiam, reszta trafia do tych, którym bardziej się przydadzą (na przykład tutaj).

Najlepsza recepta na udany wypoczynek? Przepiękne widoki i brak internetu! Toskania to miejsce, do którego chciałabym wrócić, nawet jutro. 

"Buon giorno! Dove posso trovare la gelateria?" – wyjazd do Toskanii po raz kolejny przypomniał mi o tym, jak bardzo chciałam nauczyć się włoskiego języka. Kilka zwrotów i słówek znam perfekcyjnie, ale za każdym razem gdy przychodzi mi powiedzieć coś więcej niż "poproszę spaghetti bolognese ale bez parmezanu" to natychmiast muszę przejść na angielski. Tym razem oprócz przewodników, postanowiłam zabrać ze sobą pomoce naukowe w postaci Fiszek. Nauka szła mi naprawdę szybko :).

Klif Orłowski – przepiękne miejsce, które warto zobaczyć. 

Starałam się korzystać z pięknej pogody i spędzać jak najwięcej czasu na powietrzu. 

Ostatni tydzień minął mi pod znakiem "korekta autorska". To ostatni etap pisania książki, w której autor robi końcowe poprawki. Oczywiście wiele rzeczy chciałabym napisać od początku, ale podobno takie uczucie towarzyszy wszystkim. W przerwie między kreśleniem, dopisywaniem i drapaniem się w głowę, nie mogło zabraknąć oczywiście gorącej aromatycznej kawy. Bardzo dziękuję Coffee Box za piękną i aromatyczną przesyłkę. Specjalnie dla Czytelników Makelifeeasier.pl mam rabat w wysokości pięćdziesięciu procent na zakup pierwszej paczki (uwaga! zapisy na wrześniową edycję trwają jeszcze tylko dwa dni).

1. Jem, więc jestem. Letni dzień bez lodów to dzień stracony // 2. Wszędzie dobrze ale w domu najlepiej // 3. Warszawa o zachodzie słońca // 4. Słynna francuska zupa … no właśnie, bardzo starałam sobie przypomnieć jej nazwę ale niestety bez skutku //

Trzymanie diety bezglutenowej w Brukseli jest naprawdę wybitnie trudne…

Mały backstage, a cały wpis możecie zobaczyć tutaj.

1. "Szczygieł" skończony. Zazdroszczę wszystkim, którzy mają tę książkę jeszcze przed sobą – po prostu trzeba ją przeczytać. // 2. Moja mała obsesja – zdjęcia morza // 3. … i kamieni na plaży. // 4. Przygotowywanie rekwizytów do zdjęć //

Chyba nie przeżyłabym tego miesiąca bez lemoniady ;)

No i zdjęcie morza na koniec – za miesiąc zobaczymy je, w niemniej pięknym jesiennym klimacie. Miłego wieczoru! :)

 

Look of The Day

Napisała Kasia @ Sierpień 30, 2015

sweater / sweter – no name (podobny tutaj i tutaj)

skirt / spódnica – Taranko (podobna tutaj i tutaj)

flats / baletki – Repetto 

bag / torebka – & Other stories (podobna tutaj)

  Beach nearby Tricity  – where else could I spend the last weekend of the holidays? Towards the evening it was practically empty what remind me of the fact that the summer is ending. Apart from inevitable feeling of nostalgia, I looked forward to upcoming months. In these two past months I managed to do everything what I promised myself and I don't have a feeling of a wasted time. Getting up at four o'clock came to an end, because I finally finished the photos for the book, T-shirts from the collection that I prepared for you are ready, I managed also to escape for real holidays and at least for a few days forgot about the existence of the Internet. It seems that the upcoming season is going to be really interesting, so in a few days I won't miss the summer anymore.

***

  Plaża niedaleko Trójmiasta – gdzie indziej mogłabym spędzić ostatni weekend wakacji? Pod wieczór nie było na niej już prawie nikogo, co dobitnie przypominało mi o tym, że lato zmierza ku końcowi. Poza nieuniknionym uczuciem nostalgii, które ogarnęłoby każdego, cieszyłam się jednak na nadchodzące kilka miesięcy. W te dwa miesiące udało mi się zrobić wszystko to, co sobie obiecałam i nie mam poczucia zmarnowanego czasu. Wstawanie o czwartej nad ranem dobiegło końca, bo zdjęcia do książki właściwie już skończyłam, ze szwalni dotarły do mnie wreszcie T-shirty z kolekcji, którą dla Was przygotowałam, udało mi się też wybrać na prawdziwe wakacje i przez kilka dni zapomnieć o tym, że istnieje coś takiego jak internet. Kolejny sezon zapowiada się tak ciekawie jak nigdy wcześniej, więc za kilka dni nie będę już tęsknić za latem.

 

Koktajl malinowo-bananowy

Napisała Zosia @ Sierpień 29, 2015

* * * 

Doskonały pomysł na orzeźwiające powszednie śniadanie. Łatwy przepis, który można modyfikować z ulubionymi owocami. Dzięki dodaniu mleka dostarczamy również naszemu organizmowi pełnowartościowe białko, zestaw witamin (A, D, B2, B12) i mikroelementów (cynk, jod). Doskonały pomysł na śniadanie w biegu.

Skład:

(przepis dla 2 osób)

400 ml mleka

2 banany

250 g świeżych malin

szczypta kardamonu

A oto jak to zrobić:

1. Wszystkie składniki umieszczamy w blenderze i miksujemy na gładką masę. Pijemy tuż po przyrządzeniu!

 

Z aparatem w Toskanii

Napisała Kasia @ Sierpień 27, 2015

Continuing the summer mood I would like to share with you photos from my holidays in Tuscany. At first I didn't think that this place would appeal to me so much –  at the end, with the approaching of the departure day,  all I thought was when I will be able to come back there again. Small towns on the hills, fields of grapevines ripening in the sun and cheerful Italians in front of Gelaterią – it is very easy to find the famous 'dolce vita' in Tuscany. I am not sure can the phots show the full beauty of that place, but take my word for it – it was wonderfully.

***

Pozostając w letnim nastroju chciałabym podzielić się z Wami zdjęciami z moich wakacji w Toskanii. Z początku nie sądziłam, że to miejsce spodoba mi się tak bardzo – ostatniego dnia wyjazdu myślałam tylko o tym, kiedy będę mogła tu znowu przyjechać. Kamienne miasteczka na wzgórzach, pola winorośli dojrzewających w słońcu i weseli Włosi siedzący przed Gelaterią – w Toskanii z łatwością można odnaleźć słynne dolce vita. Nie wiem czy zdjęcia chociaż trochę oddadzą nastrój tej pięknej krainy, ale uwierzcie mi na słowo – było tam wspaniale.

Spokojne życie w Sarteano – małym miasteczku z jedną lodziarnią i dwiema pizzeriami. Jedną z nich poznałam naprawdę całkiem nieźle. Przesiedziałam w niej dobre trzy godziny, bo było to jedyne miejsce w promilu dziesięciu kilometrów, gdzie działał internet. Według opiekuna domku, w którym się zatrzymaliśmy, internet działał u nas bez zarzutu, ale niestety nie mogłam się z nim zgodzić…

Wakacje równa się: książki. W końcu nadrobiłam trochę zaległości.

Słynny flaming bardzo się przydał ;)

W trakcie tego krótkiego wyjazdu próbowałam odwiedzić jak najwięcej miejsc. Jednym z nich było na przykład miasteczko Montepulciano. 

Następnym celem podróży było słynne San Gimignano zwane "Manhattanem średniowiecza". Jeśli wyobrazicie sobie typowe włoskie miasteczko, to San Gimigniano z pewnością będzie pasowało do Waszej wizji. To stąd pochodzi słynne białe wino Vernaccia, na każdym rogu można kupić prawdziwe trufle wielkości piłek tenisowych, a z knajpek rozchodzi się zapach toskańskich przysmaków i pizzy z pieca. 

Kolejka do lodziarni Gelateria Dondoli – podobno najlepszej na świecie. Moje lody o smaku malin i lawendy były faktycznie przepyszne. 

W drodze do Asyżu…

Bazylika św. Franciszka – kolebka zakonu franciszkańskiego. 

Autoportret w uroczym sklepie z regionalnymi produktami i słomkowymi kapeluszami. 

W trakcie tych wakacji zajadałam się winogronami. Te zerwane własnoręcznie zawsze smakują najlepiej. 

Wakacje to dla mnie przede wszystkim powrót do prostych przyjemności. Książki, jedzenie, gry planszowe albo… ping-pong :) 

Tak wyglądał każdy zachód słońca w Toskanii. Gdy brałam do ręki aparat i fotografowałam różowo fioletowe niebo, cały czas nachodziła mnie myśl, że wygląda jak obrobione w Photoshopie – to było po prostu zbyt piękne, aby mogło być prawdziwe. 

Jeśli chcecie zobaczyć więcej moich zdjęć z wakacji to zapraszam Was gorąco na Instagram.