Poranne błędy, przez które wiecznie się spóźniamy

Napisała Gosia @ Czerwiec 15, 2015

  

   The alarm clock rang at the same time as usually, but I am late to work again anyway. Does this sound familiar? I do sometimes have those days, when everything goes smoothly – I am waking up on my own before the alarm, I go for a run, take shower, do my hair, send Julia to the kindergarten, eat the big breakfast, tidy up the flat, and I am at work five minutes before everyone else. However, somehow more often what happens is a total chaos at my house since early morning, and in a hurry I keep forgetting about everything and waste my time on completely unnecessary activities. It's about time to change that! :)

***

   Budzik zadzwonił o tej godzinie co zwykle, ale ja i tak znowu jestem spóźniona do pracy. Brzmi znajomo? Czasami mam takie dni, kiedy wszystko idzie jak po maśle – budzę się sama, jeszcze przed budzikiem, idę biegać, biorę prysznic, układam włosy, wyprawiam Julię do przedszkola, jem duże śniadanie, sprzątam mieszkanie, a w pracy jestem pięć minut przed wszystkimi. Najczęściej jest jednak tak, że już od samego rana w mieszkaniu panuje totalny chaos, a ja w pośpiechu zapominam o wszystkim i marnuję czas na czynności zupełnie niepotrzebne. Czas to zmienić! :)

Wystarczy chwila zatracenia i znowu uciekła nam godzina  

  Najczęstszym powodem naszego spóźniania się do pracy jest zbyt długie zwlekanie się z łóżka. Zacznijmy więc od skrócenia drzemki w telefonie, nie ma potrzeby aby trwała dłużej niż pięć minut. Najlepszym sposobem będzie jednak kompletne wyłączenie tej możliwość i odstawienie telefonu lub budzika przed snem na drugi koniec pokoju. Dzięki temu, gdy rano usłyszmy alarm, będziemy zmuszeni wstać i go wyłączyć. Tylko pod żadnym pozorem nie wracajmy do łóżka (po takim wypadku nie ręczę o której godzinie moglibyśmy się ponownie obudzić). Kiedy już uda nam się zwlec z łóżka, od razu nastawmy drugi budzik, który da nam znać, że w tym momencie bezwzględnie musimy wyjść z domu (uwierzcie mi, to jeden z najlepszych sposobów na walkę ze spóźnianiem się). Czy nawet po ośmiu godzinach snu nadal czujecie się niewypoczęci? Może to wina niewygodnego materaca albo niestrawnej kolacji? Nie jedzmy wieczorem ciężkostrawnych dań i starajmy się by miejsce gdzie śpimy było ciche i komfortowe. Jeśli zapomnimy o takich szczegółach, nie dziwmy się później, że mamy problemy z punktualnym wstawaniem. Kolejnym błędem, który popełniamy to włączanie telewizora, który odciąga naszą uwagę od przygotowań. Łatwo jest się zapatrzeć w ulubiony program i kompletnie stracić rachubę czasu. Lepiej włączyć radio lub łagodną muzykę.

Co zrobić jeżeli w naszej łazience czas niespodziewanie się kurczy? 

 Bardzo często marnujemy najcenniejsze minuty na czynności, które powinnyśmy pominąć, jeśli już wiemy, że jesteśmy spóźnione. Najwięcej czasu zajmuje nam poranna toaleta, dlatego proponuję wprowadzić sztywną hierarchię najważniejszych rzeczy do zrobienia. W pierwszej kolejności należy obiektywnie ocenić, które co bezwględnie musimy zrobić. Zgaduję, że każda z nas przed wyjściem z domu chce się umyć. Jeżeli w swoich łazienkach mamy tylko wannę, to nie napuszczajmy do niej wody, tylko weźmy szybki prysznic (kąpiele zostawmy sobie na weekendowe wieczory). W moim przypadku nie obejdzie się również bez założenia soczewek kontaktowych. Moja wada wzroku jest tak duża, że bez nich nie widzę nawet twarzy ludzi stojących obok mnie. Teoretycznie, szybciej byłoby gdybym założyła okulary, niestety czuję się w nich wyjątkowo niekomfortowo, więc wolę poświęcić na to ciut więcej czasu. W tym momencie używam soczewek DAILIES TOTAL1, które dostałam gratisowo razem z zestawem soczewek, płynem i kroplami po badaniu wzroku. Do zakupów został dołączony kupon, dzięki któremu możemy zarejestrować się w programie Za-Kontaktowani i otrzymać aż pięćdziesiąt procent rabatu na kolejny zakup soczewek kontaktowych. Według mnie, ostatnią obowiązkową czynnością jest umycie zębów. Dla mnie te trzy zadania to minimum, które muszę wykonać aby wyjść z domu. Same się zastanówcie – ile razy zdarzyło się nam wyjść spod prysznica i zamiast zabrać się za szybkie wykonanie makijażu, zaczynamy na przykład depilować brwi? Albo podśpiewując wcieramy w ciało balsam? Swoją drogą polecam Wam genialny kosmetyk polskiej marki Balneokosmetyki, o której robi się coraz głośniej, a mianowicie – EKO Malinowe masło do ciała, które doskonale wygładza i nawilża skórę, dzięki zawartości drogocennego masła Shea (ma naprawdę obłędny zapach malin a dodatkowo produkt jest wyrobem naturalnym-ekologicznym więc nie nakładamy na siebie żadnych substancji chemicznych). Polecam Wam wypróbować to cudo na własnej skórze, tym bardziej że przez cały czerwiec w sklepie internetowym www.balneokosmetyki.pl trwa darmowa dostawa (na hasło: czerwiec). Malowanie paznokci, mycie włosów (przecież można kupić suchy szampon) czy układanie ich na lokówkę to niepotrzebna strata czasu. Jeśli właśnie ucieka nam autobus, to powinniśmy poczekać z tymi rytuałami do wieczora.

Poranny chaos, zgrzyt zębami i panika – jak temu zaradzić? 

  Mogłoby się wydawać, że ludzie punktualni mają dłuższą dobę ale oni po prostu są mistrzami planowania. Umiejętnie wyliczają czas, który poświęcają na różne czynności. Wiedzą ile zajmie im zjedzenie śniadania, ile czasu spędzą w łazience albo to, że potrzebują dwóch drzemek aby wstać z łóżka. Już poprzedniego wieczoru, mają zaplanowane co na siebie założą i co zjedzą na śniadanie. Klucze od samochodu i drzwi wejściowych zawsze trzymają w tym samym miejscu, aby nie tracić czasu na ich szukanie. Nigdy nie przychodzi im na myśl sprzątanie mieszkania przed wyjściem (ja to robię bardzo często). Wbrew pozorom nie jest to takie trudne a z czasem łatwo wchodzi w krew. Jeżeli nie potrafimy dokładnie wszystkiego zaplanować, doliczajmy do każdej czynności kilka dodatkowych minut. W telefonie lub na kartce notujmy nasz plan dnia. Śniadaniowe menu ustalajmy wieczorem. Umyjmy włosy przed pójściem spać i zaplećmy warkocz na noc, dzięki temu rano włosy będą już ułożone. Przygotowywanie się zaczynajmy po kolei, tak żeby nie biegać przez cały czas z pokoju do pokoju.

  Notoryczne spóźnianie się ma wiele przyczyn, ale przy odrobinie chęci możemy sobie z nimi poradzić. Jeżeli już jesteśmy spóźnieni to pamiętajcie, żeby nie gnać jak szaleni przez miasto. To czy będziemy dwanaście czy piętnaście minut po czasie, nie ma już wielkiego znaczenia. Wchodząc do pracy nie wymyślajmy głupich wymówek tylko grzecznie i ładnie przeprośmy. A za każde punktualne przybycie do pracy nagradzajmy się (ja najbardziej lubię czekoladki ze słonym karmelem). Mam nadzieję, że nadchodzący tydzień będzie dla Was łaskawy i nie zaliczycie żadnego spóźnienia! :)

LOOK OF THE DAY – idealny strój, gdy nie chce Ci się myśleć o ciuchach.

Napisała Kasia @ Czerwiec 14, 2015

jacket / żakiet – Massimo Dutti (podobny tutaj i tutaj)

top, trousers & shoes / top, spodnie i buty – Zara

bag / torba – J.Crew (podobna tutaj)

sunglasses / okulary – Ray-Ban

  We all want the same thing. To look great and to not waste time constantly thinking about clothes.  When I started the blog, I thought that choosing the appropriate outfit must take long so it can be excellent. Today I know that it is a wrong  track. I wasn’t entirely sure what is my style just yet, therefore I had to spend a lot of time in front of a mirror, planning next  "essential" shopping and overthinking whether I am looking good in these trousers or not. If you also think, that it is a waste of life,  perhaps you will like the today's proposal. The dark blue jacket and jeans always work, and since we already have summer weather in Tricity, instead of pumps, I put on leather sandals. Selecting such an outfit takes literally a moment. And what is more, I feel great in it, even after many hours, getting back home tired. Thanks to that I can concentrate my thoughts on something much more pleasant than my own appearance…for example what delicious I will prepare of Kashubian strawberries I have bought a moment ago. Have a nice Sunday!:)

***

   Każda z nas chciałaby wyglądać świetnie, a jednocześnie nie marnować czasu na bezustanne myślenie o ciuchach. Gdy zakładałam bloga, wydawało mi się, że wybieranie odpowiedniego stroju musi trwać długo aby był naprawdę udany. Dziś wiem, że to błędny trop. Nie do końca wiedziałam, jaki jest mój styl, dlatego tak dużo czasu musiałam spędzać przed lustrem, obmyślać kolejne "niezbędne" zakupy i zastanawiać się czy na pewno dobrze wyglądam w tych spodniach. Jeśli tak jak ja uważacie, że szkoda na to życia, to może przypadnie Wam do gustu dzisiejsza propozycja. Granatowa marynarka i jeansy zawsze się sprawdzają, a ponieważ w Trójmieście mamy już prawie lato, to zamiast pantofli założyłam skórzane sandały. Dobieranie takiego stroju zajmuje mi dosłownie chwilę, w dodatku czuje się w nim świetnie nawet po wielu godzinach, kiedy już zmęczona wracam do domu. Dzięki temu, mogę skoncentrować moje myśli na czymś znacznie przyjemniejszym niż ciągłe roztrząsanie własnego wyglądu, na przykład co pysznego przygotuję z kupionych przed chwilą kaszubskich truskawek. Miłej niedzieli! :)

Tagliatelle z domowym pesto i szparagami

Napisała Zosia @ Czerwiec 13, 2015

* * *

Przygotowanie domowego pesto nie jest trudne, a doskonale urozmaica codzienne potrawy. W połączeniu z makaronem tagliatelle, zielonymi szparagami i plastrami awokado, możemy stworzyć całkiem wykwintne danie. Do tego obowiązkowo słochodzone białe wino i mamy w wspaniałą propozycję na letnią kolacje.

Skład:

(przepis na 3-4 osoby)

ok. 400 – 500 g makaronu tagliatelle

1 pęczek zielonych szparagów

domowe pesto: liście bazylii (1 doniczka)

garść prażonych orzechów nerkowca (opcjonalnie: pestki dyni, słonecznika lub orzechów włoskich)

2 ząbki czosnku

1/2 szklanki oliwy

1/2 szklanki startego parmezanu

sól morska

do podania: 2 dojrzałe awokado

prażone orzechy nerkowca

kawałki fety

A oto jak to zrobić:

1. Makaron gotujemy al dente, w dużym garnku z osoloną wodą. W trakcie gotowania makaronu, miksujemy liście bazylii z prażonymi orzechami nerkowca, czosnkiem, oliwą, parmezanem i szczyptą soli. Konsystencja ma być gładka. Szparagi myjemy, odłamujemy twarde końcówki, kroimy i wrzucamy do wrzątku. Gotujemy 3-5 minut, odcedzamy i polewamy zimną wodą. 

2. Makaron odcedzamy i mieszamy delikatnie z pesto. Tagliatelle podajemy ze szparagami, plastrami awokado, prażonymi orzechami nerkowca i fetą.

Komentarz: Domowe pesto możemy również wymieszać z jogurtem naturalnym a następnie połączyć z makaronem.

* * *

Preparing homemade pesto isn’t difficult, and it's a perfect addition to diversify your everyday dishes. Combined with tagliatelle pasta, green asparagus and slices of avocado, you can create quite an exquisite meal. White wine is a must, and we have a fantastic idea for a summer dinner.

Ingredients:

(Recipe for 3-4 people)

approx. 400 – 500 g tagliatelle pasta

1 bunch of green asparagus

homemade pesto:

basil leaves (1 plant)

a handful of roasted cashew nuts (optional: pumpkin seeds, sunflower seeds or walnuts)

2 cloves garlic

1/2 cup olive oil

1/2 cup grated Parmesan cheese

sea ​​salt

serve with: 2 ripe avocados

roasted cashew nuts

pieces of feta cheese

 

Here's how to do it:

1. Cook the pasta al dente in a large pot of salted water. While cooking the pasta, blend the basil leaves with roasted cashew nuts, garlic, olive oil, Parmesan cheese and a pinch of salt. The consistency has to be smooth. Wash the asparagus, break off the hard ends, chop and throw them into boiling water. Boil for 3-5 minutes, drain off and pour over with cold water.

2. Drain the pasta and mix gently with pesto. Serve the tagliatelle with asparagus, avocado slices, roasted cashew nuts and feta cheese.

Note: You can also mix homemade pesto with yoghurt and then add it to the pasta.

Niszowe polskie marki, które powinnaś poznać

Napisała Kasia @ Czerwiec 12, 2015

Amongst tons of popular high street stores, it is hard to hear about some niche brands. Instead focusing on an huge advertising campaigns, they are creating excellent, high quality products, patiently clearing their way to the success. Sometimes, when I come across another new brilliant Polish clothing, I wonder how come nobody told me about it before. Below you will find a few Polish brands that are worthwhile knowing. If you haven’t hear about them yet, it’s about time.

***

Wśród ogromnej ilości popularnych sieciówek, trudno usłyszeć o niektórych niszowych markach. Zamiast skupiać się na ogromnych kampaniach reklamowych, tworzą one świetne jakościowo produkty, cierpliwie torując sobie drogę do sukcesu. Czasem, gdy natknę się na kolejną genialną polską odzież, zastanawiam się, jak to jest, że nikt nie powiedział mi wcześniej o jej istnieniu. Poniżej znajdziecie kilka polskich marek, które warto znać. Jeśli jeszcze o nich nie słyszeliście, czas najwyższy.

 

THIS IS NON

thisisnon 6 (Kopiowanie)

Marka została stworzona przez dwie warszawskie architektki, co widać w umiłowaniu do minimalistycznej, wręcz surowej formy i prostych linii. THISISNON skupia się na tworzeniu ponadczasowych krojów, którym nie straszne szybko zmieniające się trendy. Mimo krótkiej obecności na rynku, marka została dostrzeżona i doceniona przez międzynarodowe media.

thisisnon 4 (Kopiowanie)

thisisnon 2 (Kopiowanie) thisisnon 3 (Kopiowanie) 

 

Secret Life

secret life 2 (Kopiowanie)

Odzież Secret Life to czysta swoboda. Codzienność zamknięta w prostych, wygodnych formach, momentami można również dostrzec zapożyczenia z męskiej garderoby. Oszczędna klasyczna paleta barw i świetne materiały zadowolą wielbicieli popularnego stylu normcore oraz tych, stawiających po prostu na dobrą jakość. Marka ma za sobą już parę świetnych sezonów, oby tak dalej. 

secret life 5 (Kopiowanie) secret life 3 (Kopiowanie)  secret life (Kopiowanie)

 

Sylwia Majdan

Sylwia Majdan 1 (Kopiowanie)

Na przymiarkę do szczecińskiego atelier przyjeżdżają do niej klientki specjalnie z Warszawy. Można więc śmiało przyznać, że Sylwia Majdan osiągnęła sukces. Na Polskim rynku funkcjonuje już dziesięć lat. Jej projekty są niezwykle kobiece. Ja cenię je za uniwersalność. 

Sylwia Majdan 2 (Kopiowanie)  Sylwia Majdan 6 (Kopiowanie)

Sylwia Majdan 5 (Kopiowanie)

 

Borko

borko 5 (Kopiowanie)

Marka Borko postawiła sobie za główny cel by kobieta "mniej czasu poświęcała na ubiór, a więcej na życie". Klasyka łączy się tu z nowoczesnością, a główny nacisk nastawiony jest na wygodę. W tym wszystkim piękne i starannie wykonane ubrania nie utraciły jednak na kobiecym charakterze.

borko 7 (Kopiowanie)

 borko 3 (Kopiowanie) borko 4 (Kopiowanie)

 

303 Avenue

303 avenue 5

"Wielka moda mieści się w małej szafie" to motto założycielki marki Marzenny Niemoczyńskiej. Materiały sprowadzane z Włoch i Francji zapewniają najwyższą jakość. Prostota i ponadczasowość to znaki rozpoznawcze 303 Avenue. Piękna estetyka i subtelne formy urzekają. Macie w szafie coś od 303 Avenue?

 

303 avenue 2 303 avenue 3 303 avenue 4

Drogie Czytelniczki, jeśli znacie polskie marki, tworzące ciekawe, klasyczne i dobrej jakości ubrania, to koniecznie podeślijcie ich nazwy w komentarzach :).

Miłego dnia!

Easy like…

Napisała Kasia @ Czerwiec 10, 2015

  Who doesn't like to stay in pajamas until noon? Or to prepare the delicious breakfast  without a hurry? Last Saturday was  a really nice change for me – within the week I managed to shoot a lot of great photos (luckily, the weather was good), so I could dedicate the weekend to do some housework and more importantly for some private issues I left behind for a while (thanks for the understanding and I promise right here and now that soon we will have more time for each other  :*). Such mornings are rare,  so let’s enjoy them as long as we can.

  Middle of the week isn’t perhaps a perfect moment to share photos from Saturday, but I hope that the time will pass quickly and we will soon wake up on a weekend morning once again.

***

   Która z nas nie lubi czasem posiedzieć w pidżamie do południa? Albo w spokoju przygotować pyszne śniadanie nigdzie się nie śpiesząc? Ostatnia sobota była dla mnie naprawdę miłą odmianą – w ciągu tygodnia udało mi się zrealizować całkiem sporo zdjęć (pogoda na szczęście dopisała), więc weekend mogłam poświęcić na pracę w domu i nadrabianie prywatnych zaległości (dziękuję za wyrozumiałość i przy świadkach obiecuję, że niedługo będziemy mieć więcej czasu dla siebie :*). Takie poranki zdarzają się rzadko, dlatego cieszmy się nimi jak tylko możemy.

   Środek tygodnia to nie jest może idealny moment na dzielenie się z Wami zdjęciami z soboty, ale mam nadzieję, że czas szybko nam zleci i nim się obejrzymy znowu obudzimy się w weekendowy poranek. 

   Nawet gdy mogę pospać trochę dłużej, to staram się wstać maksymalnie półtorej godziny później niż zwykle (czyli między 7 a 7.30). Rozregulowanie trybu snu, nawet jeśli marzę o tym, aby obudzić się dopiero na nowy odcinek Familiady, sprawia, że w poniedziałkowy poranek jest mi znacznie ciężej wstać. Jeśli nigdzie się nie śpieszę, to łapię za telefon i sprawdzam najnowsze wiadomości ze świata. Gdy miauczenie mojego kota nie daje mi już spokoju (Pempuszka nie uznaje weekendów) to zwlekam się z łóżka. 

   Bardzo chciałabym poświęcać więcej czasu na pielęgnację, ale niestety nawet w weekendy szkoda mi teraz na to czasu. Po prysznicu, wsmarowuję balsam do ciała, przemywam twarz płynem micelarnym i nakładam krem (w którymś momencie myję też zęby ;)). Piszę o tym przede wszystkim dlatego, że zauważyłam znaczną poprawę swojej cery, od momentu w którym to wieczorem używam żelu do mycia twarzy, a rano płynu micelarnego. Znacznie rzadziej pojawiają się teraz u mnie jakiekolwiek niedoskonałości. 

W tym momencie używam płynu micelarnego Serene, jednej z moich ulubionych marek kosmetycznych. Jeszcze nigdy nie zawiodłam się na produktach Phenome (polecam też rozgrzewające masło do ciała z imbirem lub krem Luscious z wodą aloesową). Gdybyście miały ochotę przetestować któryś z produktów, to marka Phenome przygotowała specjalny rabat dla Czytelniczek bloga :). W dniach od 10 do 12 czerwca na hasło "MLE" otrzymacie 25% rabatu na cały asortyment w sklepie online. 

Nie ma nic lepszego niż łączenie przyjemnego z pożytecznym. Gdy w końcu nadchodzi weekend, budzik nie dzwoni o świcie i większość obowiązków mogę załatwić z domu, to chętnie przygotowuję coś pysznego na śniadanie, a przy okazji robię kilka zdjęć na bloga. W ostatnich dniach uskuteczniam wszystkie przepisy z wykorzystaniem truskawek, które po prostu uwielbiam. Siadanie przed telewizorem z miską wypełnioną po brzegi truskawkami z cukrem, to najlepsze co może mnie spotkać w letni wieczór. W ten weekend postanowiłam wrócić do jednego z pierwszych przepisów Zosi opublikowanych na blogu. Przypomniała mi o nim przepięknie wydana książka autorstwa Rachel Khoo "Mała paryska kuchnia" (dostępna na przykład w księgarni Bonito.pl, którą gorąco Wam polecam). Smak tego prostego dania jest wprost nie do opisania, a po dodaniu do niego świeżych truskawek i odrobiny miodu można już zupełnie odpłynąć.  

Przepis na śniadanie dla dwóch głodnych osób

Skład: 

 chałka (im bardziej wysuszona tym lepiej ;))

dwa jajka od kurki z wolnego wybiegu

dwie szklanki mleka

trzy łyżki cukru 

masło do podsmażenia chałki

trzy garście truskawek

dwie łyżki miodu

Sposób przygotowania:

Do miski wlewamy mleko, wbijamy jajka i dodajemy cukier. Roztrzepujemy widelcem. Kroimy chałkę na kromki i po kolei maczamy je w mleku z jajkiem, aż całkiem nasiąkną. Rozgrzewamy masło na patelni. Delikatnie przekładamy kromki na patelnie i czekamy aż się zarumienią z obydwu stron. Przekładamy na talerz. Dodajemy truskawki i miód. Jemy nim wystygną :).

Z pysznym śniadaniem na talerzu, zabrałam się w końcu za przejrzenie nowego numeru ELLE. Już od piątku jeden egzemplarz prosto z drukarni leżał przy moim łóżku ale ja chciałam poczekać na odpowiedni moment, aby w końcu zobaczyć… artykuł i zdjęcia własnego autorstwa :). W nowym numerze znajdziecie mały przewodnik po Brukseli, do której udałam się kilka tygodni temu. Jeśli komuś z Was wpadnie przez przypadek w ręce, to będzie mi bardzo miło jeśli podzielicie się swoją opinią :).

Byle do soboty… Miłego dnia! :)