Happy Birthday!

Napisała Kasia @ Kwiecień 9, 2015

   It was a rainy Saturday night when Anna, the talented author of the mammamija.pl blog, crossed the doorstep of the newly opened restaurant in Gdynia. She arrived on time, but neither me or any other member of the Makelifeeasier.pl was there! Punctuality is probably not one of our strengths. At the same time Gosia was nervously searching for the keys to her flat, which she should have left already. “Kasia will kill me, Kasia will kill me, I was supposed to be there half an hour earlier and help with everything”, she muttered under her breath. At the last moment she changed her dress and during the evening she looked gorgeous as usual. About 19:10 Asia, petite blonde with impeccable style (whim whom I had pleasure to cooperate while creating photographs for the blog), packed herself to the tax along with gifts for each of us, and dashed the streets of Gdynia.

***

    Był deszczowy sobotni wieczór kiedy Ania, utalentowana autorka bloga mammamija.pl, przekroczyła próg nowo otwartej restauracji w Gdyni. Dotarła o czasie, ale nie zastała tam ani mnie, ani żadnej członkini zespołu Makelifeeasier.pl. Punktualność nie jest chyba naszą mocną stroną. W tym samym momencie, Gosia gorączkowo szukała kluczy do mieszkania z którego już dawno powinna była wyjść. Pod nosem mamrotała "Kasia mnie zabije, Kasia mnie zabije, miałam być pół godziny wcześniej i we wszystkim pomóc". W ostatniej chwili zmieniła jeszcze sukienkę, a na kolacji wyglądała jak zwykle olśniewająco. O godzinie 19.10 Asia, drobna blondynka o nienagannym stylu, z którą nie raz miałam przyjemność współpracować w trakcie robienia zdjęć, zapakowała się do taksówki wraz z prezentami dla każdej z nas i pomknęła ulicami Gdyni.

   Piętnaście po siódmej Ania, od niedawna pomagająca mi przy biurowych sprawach, krzątała się po sypialni w poszukiwaniu odpowiedniej szminki. Kolacja miała odbyć się we włoskiej restauracji, więc postawiła na sycylijską czerwień. Dla Asi, współautorki bloga Makehomeeasier.pl, impreza była idealnym pretekstem, aby znaleźć odrobinę czasu dla siebie. Poszła do fryzjera, a następnie odwiedziła mamę i pożyczyła od niej sukienkę. Jak się później okazało, fryzjer i odpowiednia sukienka były strzałem w dziesiątkę – gdy impreza przeniosła się do klubu, Asia natknęła się na swojego męża Jorge i przetańczyła z nim resztę nocy, jak za starych panieńskich czasów. Druga współautorka Makehomeeasier.pl, Beata, kilka godzin próbowała uzgodnić przez telefon ostatnie szczegóły nowego projektu mieszkania, naprawić to, co wcześniej zniszczył fryzjer i wyszykować dzieci do dziadków. Wchodząc do restauracji przypomniała sobie, że nikt nie wyszedł na wieczorny spacer z psem, ale kryzys na szczęście udało się zażegnać i przez resztę wieczoru telefon już nie dzwonił. 

    Gdy wsiadłam do samochodu, wiedziałam już, że się spóźnię. Powinnam była zamówić taksówkę, ale tata uparł się, żeby mnie odwieźć, a że przyleciał z Brukseli tylko na weekend, to chciałam wykorzystać tę chwilę na krótką rozmowę. Oboje nie mogliśmy uwierzyć, że od założenia bloga minęły już cztery lata, bo dobrze pamiętaliśmy, jak bardzo denerwowałam się, gdy zaczynałam całą tę przygodę. Kiedy dojechaliśmy do ulicy 3 Maja, lało jak z cebra, na dodatek wychodząc z samochodu weszłam w kałużę, ale żadna z tych rzeczy nie popsuła mi nastroju, nawet na chwilę. Ściskając się z każdą dziewczyną po kolei, życzyłyśmy sobie "wszystkiego najlepszego z okazji urodzin" i natychmiast chwyciłyśmy za szampana. Rozglądając się na boki zauważyłam, że jeszcze kogoś brakuje i w tym samym momencie dostałam smsa od Zosi. "Spóźnię się 15 minut" napisała. "Ale piętnaście minut od godziny dziewiętnastej, na którą się umówiłyśmy, czy piętnaście minut od teraz?" – pomyślałam, bo dochodziło pół do ósmej. Jak się później okazało, Zosia źle obliczyła moment, w którym będzie mogła wyciągnąć ciasto z piekarnika. 

  Gdy w końcu byłyśmy w komplecie, rozpoczęła się długa seria toastów, przerywana jedynie naszym głośnym śmiechem. Gdy wiele godzin później wracałam do domu, a moja druga połowa patrząc na moją rozanieloną minę stwierdziła, że następnego dnia nie będę miała ochoty wstać z łóżka, odzyskałam na moment trzeźwość umysłu i powiedziałam: "chyba zwariowałeś! Jutro jest niedziela! A kto przygotuje Look of the Day?!". 

   Z małym opóźnieniem chciałam zaprosić Was do obejrzenia kilku zdjęć z imprezy urodzinowej Makelifeeasier.pl, a raczej jej początków… Dalsze świętowanie niestety nie nadawało się do publikacji ;)

PS: W tym miejscu z największą przyjemnością chciałabym podziękować dziewczynom z MariaJustDoIt za pomoc w zorganizowaniu urodzin (gdybyście potrzebowały kiedykolwiek pomocy przy urządzaniu jakiegokolwiek przyjęcia to dziewczyny są naprawdę godne polecenia) oraz restauracji Serio, za wspaniałą atmosferę i najlepszą pizze i makarony w Trójmieście! :)

Z cyklu „w poszukiwaniu paryskiego szyku”: jak przygotować się do wyjścia w dziesięć minut?

Napisała Kasia @ Kwiecień 7, 2015

And what if the :Parisian chic” is only a myth and being guided by principles which “supposedly” make life easier for the Parisian women misses the goal? For a long time I have been developing tricks on how to look stylish, even when I do not have time to figure out in front of a mirror, whether my blouse certainly matches the trousers or not. And I must admit, that books about Parisian chic describing – among other things – how to prepare yourself for going out within a few minutes, helped me bit. Perhaps this will be helpful for you as well :).

***

A co jeśli "paryski szyk" to tylko mit i kierowanie się zasadami, które "podobno" ułatwiają życie paryżankom mija się z celem? Od dawna wypracowuję triki na to, jak wyglądać stylowo, nawet gdy nie mam czasu na stanie przed lustrem i zastanawianie się czy bluzka aby na pewno pasuje do spodni. I muszę przyznać, że książki o paryskim szyku, opisujące między innymi sposoby na szybkie przygotowanie się do wyjścia z domu, trochę mi w tym pomogły. Być może pomogą i Wam :).

trousers / spodnie – Topshop (model leigh); cotton jacket / bawełniany żakiet – New Look (obecna kolekcja, podobny tutaj); flats / baletki – LuisaViaRoma (podobne tutaj); top – Oysho (podobny tutaj); sunglasses / okulary – RayBan on Zalando.pl; clutch / kopertówka – Zign on Zalando.pl

Paryżanki uwielbiają prostotę. Ja ją uwielbiam, gdy nie mam czasu na eksperymenty (czyli średnio pięć dni w tygodniu). Kiedy zostało mi pół godziny do wyjścia i właśnie wybiegłam spod prysznica, to wybór stroju zaczynam od dołu. To znaczy, że najpierw decyduję, którą spódnicę lub spodnie dziś założę i do tego dopasowuję resztę. Prawie zawsze są to czarne rurki, bo pasują do wszystkiego. Biały t-shirt, koszulka czy sweter to banał, ale przynajmniej dobrze wygląda. Wybierając taką bazę, możemy być pewne, że dobranie dodatków, czy marynarki zajmie nam chwilę. 

Jeśli chcemy skrócić czas, który poświęcamy na poranną pielęgnację to musimy korzystać tylko ze sprawdzonych kosmetyków. Wychodząc spod przysznica z prędkością światła wcieram balsam Bump Eraiser, który pomaga mi w utrzymaniu gładkich nóg (zapobiega wrastaniu włosków), a na twarz nakładam lekki krem, który szybko się wchłania. O głębokie nawilżenie skóry zaczęłam bowiem dbać wieczorami, po zmyciu makijażu. 

Używając dobrego kremu na noc nie tylko oszczędzamy czas rano, ale też lepiej odżywiamy naszą skórę. Kiedy śpimy znacznie lepiej się regeneruje. Ja z czystym sumieniem mogę Wam polecić Night Balm Rose szwedzkiej marki Wise, bo to naturalny kosmetyk, przeznaczony zarówno do skóry młodej jak i dojrzałej (sprawdziłam i naprawdę świetnie nawilża).

Wysuszenie i ułożenie włosów to najbardziej czasochłonna czynność, którą wykonuję każdego ranka. Nie ma cudów – w piętnaście minut nie uda mi się wymodelować włosów na okrągłej szczotce i trzymać termoloków, aby odbić je od głowy. W tym czasie mogę jednak użyć pianki (ta którą widzicie na zdjęciach jest genialna – włosy są super uniesione) i wysuszyć włosy trzymając głowę w dół (starannie wyczesując je w trakcie). 

Zadbane dłonie są naszą wizytówkę, ale wiem, że utrzymanie idealnego manicure jest czasami niemożliwe. Paryżanki uznają tylko dwa kolory na paznokciach: naturalny i czerwony. Ten pierwszy to idealne rozwiązanie, jeśli masz naprawdę mało czasu – nie widać na nim niedoskonałości i małych odprysków, łatwiej też niż w przypadku ciemniejszych kolorów, przykryć mały defekt kolejną warstwą. Manicure, który widzicie na zdjęciach zrobiłam w Salonie BALOLA w Sopocie. Kolor jest delikatny, neutralny i świetnie trzymał się na paznokciach, pomimo, że wystawiłam go w ostatnim tygodniu na wiele ciężkich prób! :)

Nim przechodzę do makijażu, zawsze nakładam na usta balsam, aby po kilku minutach łatwiej było mi rozprowadzić szminkę.

Francuzki kierują się w makijażu podobnymi zasadami co w ubiorze. Chodzi o uzyskanie wspaniałego efektu, ale małym kosztem. Nie ulegają amerykańskim trendom i nie nakładają na twarz dziesięciu warstw makijażu w celu jej wymodelowania. Paryżanki stawiają na naturalność i dbają o to, aby jak najlepiej wyeksponować swoje atuty, zamiast starać się upodobnić do kogoś innego. Nigdy nie pomyślałyby  "chcę mieć oczy takie jak…" a raczej "co mogę zrobić z moimi oczami, aby wyglądały jak najlepiej?". W moim przypadku, gdy muszę szybko doprowadzić się ze stanu totalnego "au naturel" do "glamour", stawiam na lekki fluid i czarny eyeliner. Ten ostatni tworzy piękną oprawę oczu, a po latach praktyk, pomalowanie kreski naprawdę zajmuje mi sekundę. Jeśli w Waszym przypadku eyeliner nie jest dobrym rozwiązaniem, to zaopatrzcie się w brązowy lub szary cień do powiek o niezbyt mocnym kryciu i nakładajcie go pędzlem na całą ruchomą powiekę. Czerwona szminka to kolejny banał, ale ta w sprawdzonym odcieniu, od razu daje wrażenie, jakbym spędziła przed lustrem o wiele więcej czasu. Na wieczorne wyjście, mam ją zawsze w torebce.

Nawet jeśli słynny niewymuszony szyk paryżanek tak naprawdę nie istnieje i jest jedynie literackim wymysłem, to kilka zasad i trików z pewnością warto wcielić w życie. Nic nie stoi nam na przeszkodzie, aby prezentować się równie dobrze jak mieszkanki Paryża. Albo jeszcze lepiej.

Miłego wieczoru! :)

 

Jak korzystać z życia po parysku?

Napisała Gosia @ Kwiecień 6, 2015

While still in a holiday mood and having the three days off, I decided to return to the subject of our cycle “ In search of Parisian chic” and write a few words on how French ladies are able to find joy in simple things.

Parisian women are admired worldwide. Like no other women they are famous for  celebrating life and taking pleasure in every moment. Parisian cafes and bars are filled with elegant businesswomen, smiling mothers with children and relaxed students. How do they do it? After all, they also work, have families, responsibilities and daily struggles. However, they manage to find the time to relax, even during their daily duties. Let’s try to be like them. How to learn this amazing skill the Parisian women have – enjoying life – in spite of the tight schedule?

***

Pozostając nadal w świątecznym nastroju i mając za sobą trzy dni wolnego, postanowiłam powrócić do tematu naszego cyklu "W poszukiwaniu paryskiego szyku" i napisać kilka słów, o tym w jaki sposób Francuzki potrafią odnaleźć radość w prostych czynnościach.

Paryżanki są obiektem zachwytu na całym świecie. Jak żadne inne kobiety cieszą się sławą osób potrafiących celebrować życie i czerpiących przyjemność z każdej wolnej chwili. Paryskie kawiarnie i bary zapełnione są przez eleganckie bizneswomen, uśmiechnięte matki z dziećmi i zrelaksowane studentki. Jak one to robią? Przecież wszystkie mają pracę, obowiązki rodzinne i codzienne zmagania. Znajdują jednak czas na to, by się zrelaksować, nawet podczas rutynowych czynności.  My też spróbujmy być takie jak one. W jak sposób nauczyć się tej umiejętności, którą niewątpliwie posiadają paryżanki, pozwalającej im na korzystanie z życia pomimo braku czasu?

Wykorzystywanie każdej chwili na relaks i odpoczynek dla naszego umysłu

Podczas zajęć, które wykonujemy każdego dnia, szukajmy sposobów na chwilowe odprężenie się. Paryżanki podczas spacerów z psem nadrabiają zaległe telefony do przyjaciółek i tym samym zamieniają, to rutynowe zajęcie w przyjemną przechadzkę. Dzień wcześniej planują swoją półgodzinną przerwę w pracy i zamiast jeść przy biurku z komputerem, poświęcają pięć minut na krótki spacer do pobliskiego parku, gdzie na świeżym powietrzu spędzają porę lunchową. Nawet jadąc do pracy nie zapominają o zabraniu swojej ulubionej lektury. Najlepsza będzie lekka i przyjemna książka, dzięki której odpłyną w inny świat. Gdybyście poszukiwały takiej pozycji polecam na przykład „Girl Online” Zoe Sugg, którą aktualnie czytam. Autorką książki jest dwudziestopięcioletnia vlogerką, jej kanał na YouTube zgromadził już miliony subskrybentów. Zoe w debiutanckiej powieści dzieli się z nami swoimi najskrytszymi myślami o przyjaźni, chłopakach, szkolnych dramatach i rodzinnych perypetiach. Nie zawsze jednak dojeżdżamy do pracy tramwajem, autobusem czy kolejką. Francuzki bardzo często korzystają z miejskich rowerów lub chodzą pieszo. Nawet wtedy potrafią sobie umilić czas słuchaniem muzyki. My też nie zapominajmy o zabraniu słuchawek wychodząc z domu. 

Czerpanie radości z najprostszych rzeczy

Każda z nas w ciągu dnia musi rutynowo wykonywać wiele czynności. Spróbujmy zmienić nasze nastawienie i wykonywać te same zadania, z poczuciem, że są one przyjemne, potrzebne i mogą zmienić na lepsze cały nasz dzień. Francuzki potrafią świetnie bawić się w trakcie gotowania i przede wszystkim są cierpliwe a nie starają się być idealne we wszystkim co robią. Zachęcają do pomocy całą rodzinę, puszczają sobie muzykę, kiedy przygotowywują posiłki i nie przejmują się jeśli coś przypalą lub odrobinę pomieszają składniki.

Ponieważ najmniej przyjemności sprawia mi przygotowywanie śniadania i od dłuższego czasu wygląda ono dokładnie tak samo, postanowiłam wprowadzić kilka zmian. Do mojego śniadaniowego menu dopisałam kilka francuskich specjałów. Dzień wcześniej kupuję croissanty (na przykład w Lidlu), a następnego dnia rano skrapiam je wodą i wstawiam do ciepłego piekarnika. Po pięciu minutach są świeże, jak prosto z piekarni. Przygotowując stół do śniadania uruchamiam wyobraźnię i stwarzam swoją własną małą paryską aranżację (gdybyście byli ciekawi z jakiego sklepu pochodzą moje stoliki, zapraszam tutaj). Poranną kawę parzę w ulubionym kubku, nawet gdy już jestem spóźniona nie zapominam o uśmiechaniu się pod nosem (kawa widoczna na zdjęciu pochodzi z zamawianego przeze mnie co miesiąc kawowego abonamentu CoffeeBox, który specjalnie dla czytelników Makelifeeasier.pl przedłuży marcowe zapisy do ósmego kwietnia).

Jeśli tylko możesz zrobić coś z kimś nie rób tego samemu

Korzystajmy z tego, że mamy przyjaciół, znajomych, rodzinę i zapraszajmy ich do wspólnego spędzania czasu. Francuzki nie są samotniczkami. Lubią towarzystwo we wszystkich dziedzinach życia. Na spacer z dzieckiem idą z koleżankami. W domowych porządkach pomagają sobie nawzajem, zmieniając to przykre i monotonne zajęcie w prawdziwą zabawę. Wspólnie motywują się w trakcie porannych biegów czy ćwiczeń. Słyną z tego, że są  wesołe, zawsze uśmiechnięte i optymistycznie nastawione do życia. To podstawa ich świetnego wyglądu, dobrego samopoczucia i tej nienagannej opinii, którą cieszą się na całym świecie.

Chciałabym Wam życzyć dużo uśmiechu i wielu radosnych chwil spędzanych podczas każdej dziedziny naszego życia, a z okazji lanego poniedziałku mam nadzieję, że Wasze koszulki były dzisiaj przemoczone do ostatniej nitki ;).

Look of the day – Wesołych Świąt!

Napisała Kasia @ Kwiecień 5, 2015

skirt / spódnica – Mosquito.pl

top / bezrękawnik – Zara (stara kolekcja)

flats / baletki – Luisaviaroma

Niedziela Wielkanocna to nie najlepsza okazja do robienia zdjęć na bloga, ale wpis z cyklu Look of the day musiał się przecież ukazać. Aby tradycji mogło stać się zadość, musiałam się trochę natrudzić - moi bratankowie uważali, że wchodzenie w kadr jest bardzo zabawne, a ja w szale podawania coraz to nowych potraw nie bardzo pamiętałam o tym, aby chwycić do ręki aparat. Wybaczcie mi więc proszę małą liczbę kadrów – strój w trakcie dzisiejszego śniadania i tak nie był najważniejszy :). Korzystając z okazji życzę Wam Radosnych Świąt w gronie najbliższych. Wesołego Alleluja!

PS: W zeszłym roku, pogoda pozwoliła nam spędzić Wielkanoc za miastem na świeżym powietrzu. Ciekawskich zapraszam tutaj

Przepisy na Wielkanoc: Faszerowane jajka z duszoną cebulką i pieczarkami, świeżą kolendrą i kozim serem

Napisała Zosia @ Kwiecień 4, 2015

* * *

Jak co roku na naszym stole wielkanocnym nie może zabraknąć faszerowanych jajek. Jest ich kilka rodzajów, bo każdy ma swoje ulubione. Począwszy od tych podsmażanych na masełku w bułce tartej, po piękne różowe barwione w soku z buraków. Dzisiejsze są dość specjalne, bo z dodatkiem świeżego koziego sera, który jeszcze wczesnym rankiem był pakowany przez gospodarzy z naszych kaszubskich terenów, skąd wywodzą się jego tradycje.  W pomorskich gospodarstwach wytwarza się je ręcznie, tradycyjnymi metodami, co nadaje im regionalnego, niepowtarzalnego smaku.

Okres wielkanocny to czas, w którym ciągnie mnie jeszcze bardziej na wieś. Do natury. W tym roku planujemy drugi dzień świąt spędzić daleko od miasta. I chodź mieszkam w jednym z najpiękniejszych zakątków – nad morzem, to marzę o głuchej ciszy w lesie i herbacie wypitej z termosu już na świeżym powietrzu. Marzę o podglądaniu przyrody, która tak dzielnie budzi się do życia i chcę dyskretnie stać się jej częścią.

Skład:

4 ugotowane jajka na twadro, obrane i przekrojone na połówki

1 duża cebula

3-4 pieczarki

1/2 łyżeczki musztardy Dijon

garść świeżej kolendry

ok. 150 g świeżego sera koziego

sól morska

świeżo zmielony pieprz

A oto jak to zrobić:

1. Pieczarki i cebulkę kroimy na drobną kosteczkę. Całość dusimy na maśle. Odstawiamy z ognia. Dodajemy rozgniecone żółtka (ugotowane), posiekaną kolendrę i ser kozi. Całość dokładnie mieszamy. Doprawiamy solą, świeżo zmielonym pieprzem i odrobiną musztardy. Ugotowane połówki jajek wypełniamy farszem. Na końcu dekorujemy świeżymi listkami kolendry.

Komentarz: Regionalnych serów szukajcie w restauracjach Gdańsk Pomorskie Culinary Prestige www.pomorskie-prestige.eu