NA DRUGIE ŚNIADANIE: PLACKI Z KASZY JAGLANEJ

Napisała Zosia @ Sierpień 30, 2014

Chyba już za nami upalne poranki w których wystarczył tylko wyciskany sok, ewentualnie domowy koktajl. Powoli zabieram się za jesienne przepisy. Spiżarka prawie pęka w szwach. Są konfitury z malin, wysoki aż po sufit regał słoików ze smażonymi papierówkami mojej Mamy, parę skrzętnie ukrytych słoiczków z marynowanymi prawdziwkami i pigwa do herbaty. Dzisiaj sięgam jednak po zapas kaszy jaglanej, który pozostał z poprzedniej wiosny. Dorzucę trochę kurkumy dla koloru i podam z tym co pozostało w lodówce. Tym razem nie na słodko. Na drugie śniadanie w sam raz. Pod pachę dobra książka, a później lecę szukać Babiego lata!

Skład:

(przepis na ok. 6-8 placuszków)

5 łyżek kaszy jaglanej

1 jajko

2 łyżki mąki kukurydzianej

1 łyżka kurkumy

1-2 łyżeczki soli morskiej

1 liść laurowy

do podania: kawałki awokado

pomidorki koktajlowe

plastry podsmażonego boczku

liście sałaty / rukoli / bazyli

A oto jak to zrobić:

1. Kaszę prażymy na suchej patelni 2-3 minuty (uwaga żeby się nie przypaliła). Zalewamy szklanką wody, odcedzamy i umieszczamy w średnim garnku. Dodajemy ok. 3-4 szklanki wody, liść laurowy i szczyptę soli. Gotujemy 20 minut. Odcedzamy i łączymy z jajkiem, kurkumą, mąką kukurydzianą, pieprzem i solą. Całość miksujemy za pomocą blendera. Ciasto w swojej konsystencji przypomina trochę naleśnikowe.

2. Placki smażymy na sklarowanym maśle – najlepiej pod przykryciem. Podajemy z podsmażonym boczkiem, pomidorami, awokado i sałatą.

How to burn more than 700 calories a week without workout?

Napisała Gosia @ Sierpień 29, 2014

Do you also find it hard sometimes to make time for some physical activity? Don’t worry anymore! You are not alone! Work, trips, that unbelievable gravitation of your couch, house cleaning, never ending care of children, can ruin any desire for jogging or fitness classes. That’s why I have few advices for you! During our daily activities throughout the week, we are able to burn even seven hundred calories more than usual. Believe me it’s not hard at all. If we stick to it we can lose those few extra pounds forever. Sounds tempting? So, there is no time to waste! Quickly read this post and get to work!

 Zdarza się, że jest Wam ciężko znaleźć czas na aktywność fizyczną? Nie martwcie się! Nie jesteście same! Praca, wyjazdy, gotowanie, nieziemskie przyciąganie kanapy, sprzątanie i wieczna gonitwa za dziećmi, mogą sprawić, że nie mamy już ochoty na bieganie, czy wyjście na fitness. Dlatego mam dla Was kilka rad! Wykonując codzienne czynności, w ciągu tygodnia możemy spalić nawet siedemset kalorii więcej niż zwykle. I nie jest takie trudne. Jeżeli będziemy się do nich solidnie przykładać jesteśmy w stanie bezpowrotnie pozbyć się kilku zbędnych kilogramów. Brzmi zachęcająco? Więc nie ma na co czekać! Szybko czytajcie post i zabierajcie się do roboty!

- Porządki w szafie róbmy częściej niż raz w roku. Układanie i segregowanie ubrań powinno być naszą stałą domową pracą, która pomoże nam nie tylko w tworzeniu bardziej przemyślanych strojów. Dzięki dziesięciominutowym wymachom tracimy dwadzieścia kalorii, a szafa świeci przykładałem niczym ta u perfekcyjnej pani domu.

- Robiąc śniadanie przechadzajmy się po kuchni. Czekając na ugotowanie się jajek lub podpieczenie się tostów, skaczmy, róbmy wymachy, rozciągajmy ręce i nogi – nie ma co marnować czasu na bezczynne stanie! Taki zaledwie piętnastominutowy rytuał pozwala spalić jedną trzecią śniadania (czyli, około osiemdziesiąt kalorii). 

- O metodzie wciągania brzucha już Wam kiedyś pisałam, ale nie zaszkodzi jeśli się powtórzę. Niezależnie od pory, miejsca i dnia, mocno wciągajcie i napinajcie mięśnie brzucha. W ten sposób, przez cały dzień ćwiczycie i wzmacniacie bardzo ważne partie naszego ciała. Dzięki temu z łatwością spalimy dodatkowe czterdzieści kalorii dziennie! 

- Jeżeli do pracy dojeżdżamy samochodem, to parkujmy go jak najdalej od firmy (co najmniej trzy przecznice). Do biura nie wjeżdżajmy windą tylko korzystajmy ze schodów. Takie cardio to minimum pięćdziesiąt kalorii mniej.

- Nie spędzajmy przerwy obiadowej w biurze! Jeżeli sami przygotowujecie do pracy lunch, to najlepiej zjedzmy go w pobliskim parku, w najdalej oddalonym punkcie (dojście do celu musi nam zająć chociaż dziesięć minut). Natomiast jeżeli jadamy w restauracji, nie wybierajmy tej położonej najbliżej nas. Udajmy się do tej, która położona jest o co najmniej dwie ulice dalej. Taki spacerek pozwoli nam od razu spalić naszą lunchową sałatkę.  

- Oglądając telewizję najlepiej wybierajmy filmy, podczas których będziemy się dużo śmiać. Dwadzieścia pięć minut intensywnego śmiechu, to prawdziwy aerobik dla naszego ciała. W przerwach reklamowych zróbmy kilka brzuszków lub przechadzajmy się (tylko nie do kuchni!). Kolejne siedemdziesiąt kalorii odpłynęło w siną dal.   

- Sprzątanie mieszkania to mój ulubiony sposób na pozbycie się uczucia przejedzenia (każdemu zdarza się małe obżarstwo). Najczęściej zabieram się za mycie podłóg (zawsze przy akompaniamencie głośnej muzyki), zmywanie naczyń, zmienianie pościel i prasowanie. Staram się robić te wszystkie czynności jedną po drugiej (samo odkurzanie nie podniesie nam tętna na zbyt długo, a nasz organizm nie przestawi się na spalanie energii). Porządne wysprzątanie mieszkania to minimum sto kalorii mniej. 

- Podczas zakupów też możemy pozbywać się kalorii. Idąc do przymierzalni zabierajmy ze sobą jak najwięcej rzeczy. Takie wymachy i przeciągania to idealna gimnastyka.

Nie trzeba wylewać z siebie siódmych potów na zatłoczonych siłowniach, aby pozbywać się dodatkowych kalorii. Każda z nas może w codziennym otoczeniu zaleźć sposoby na dodatkową aktywność. Jestem bardzo ciekawa, które z tych powyższych przykładów już praktykowałyście i od jak dawana je stosujecie. Podzielcie się swoimi doświadczeniami w komentarzach, a jak znacie inne sposoby, to chętnie bym o nich poczytała.

Przy okazji życzę wszystkim aktywnego weekendu! 

 

Interview with Ania from Mammamija

Napisała Kasia @ Sierpień 27, 2014

Today I am inviting you for the interview with Ania, great photographer. Together with her husband, that she met while studying economics , she decided to run blog. After finding shared passion, they dedicated themselves to photography. You can see a piece of their work (and a little bit of privacy )at Mammamija. Once we exchanged few messages, we get to meet in person. As I suspected, Ania happen to be not only a talented photographer, but also a lovely and war-hearted person.

Dziś chciałabym zaprosić Was na wywiad z Anią – fotograf, która postanowiła założyć blog wraz ze swoim mężem, poznanym na studiach ekonomicznych. Po odnalezieniu wspólnej pasji, w całości poświęcili się fotografowaniu, a część efektów swojej pracy i odrobinę prywatności pokazują na Mammamija.pl. Po wymianie dosłownie kilku wiadomości, udało nam się spotkać. Tak jak sądziłam, Ania okazała się być nie tylko bardzo uzdolnionym fotografem, ale również przemiłą i ciepłą osobą.

K: Dlaczego zdecydowaliście się, założyć blog?

A: Nasz blog powstał dla rodziny i znajomych. Nie sądziliśmy, że zaczną go oglądać także znajomi naszych znajomych i ich znajomi. Na początku na stronie pojawiały głównie zdjęcia z podróży. Później, gdy okazało się, że jestem w ciąży, zaczęliśmy fotografować też naszą codzienność.

K: Już wcześniej zajmowaliście się fotografią?

A: Tak. To było hobby Michała od zawsze, ja dołączyłam później. Pierwsze wspólne zdjęcia zrobiliśmy na ślubie koleżanki. Tak nam się to spodobało – a jej na szczęście spodobały się zdjęcia – że postanowiłam zająć się tym na poważnie. Z początku robiłam kilka ślubnych sesji w roku, a teraz mamy zapełniony cały kalendarz i fotografujemy śluby na całym świecie.

K: Czy blog to nadal tylko Wasza pasja, czy może już praca?

A: Zdecydowanie pasja. Z czasem pojawiło się także poczucie obowiązku, bo wiem, że są osoby, które czekają na nasze wpisy, ale to w żaden sposób nie wpływa na satysfakcję z prowadzenia tej strony. Nadal jest to czysta przyjemność.

K: A jak często publikujecie nowe wpisy?

A: Od dwóch do trzech razy w tygodniu. Czasami częściej, jeśli dzieje się u nas coś wyjątkowo ciekawego.

K: Jak wygląda Wasz typowy dzień?

A: To dobre pytanie, bo każdy wygląda zupełnie inaczej. Wspólnym mianownikiem jest na pewno śniadanie – zawsze jemy je razem, we trójkę. W zależności od tego, czy mam sesję lub pracę na komputerze, to wymieniam się z Michałem opieką nad naszym synkiem. Nasze życie zawodowe wciąż przeplata się z tym prywatnym. Gdy mamy więcej wolnego czasu, to chodzimy na spacery i zwiedzamy okolicę. Mieszkamy nad morzem więc staramy się z tego korzystać i często odwiedzać plażę. Lubimy gotować, chociaż muszę przyznać, że to Michał jest lepszym kucharzem.

K: Jesteś mamą dwuletniego synka. Jak godzisz prowadzenie bloga i pracę z opieką nad  dzieckiem?

A: To jest jednocześnie łatwe i trudne. Z pomocą rodziców udaje nam się wszystko idealnie ułożyć. Poza pojedynczymi dniami, które nasz synek spędza u swoich dziadków, cały czas jesteśmy razem. Staramy się też zabierać naszego synka na wspólne wyjazdy - tak powstaje wiele wpisów na blogu. A pracę przy komputerze pozostawiamy sobie na późne noce lub pracujemy na zmianę.

K: Co w blogowaniu sprawia Ci najwięcej przyjemności, a co trudu?

A: Najwięcej przyjemności sprawia mi robienie zdjęć. Bardzo cieszy mnie też pozytywny odbiór naszych Czytelników. Właściwie nie ma takiej rzeczy, która sprawiałaby mi chociaż odrobinę trudu. Nawet selekcja zdjęć i ich późniejsza obróbka nie są dla mnie uciążliwe. [Ania do obróbki zdjęć wykorzystuje program Lightroom]

K: Jak przygotowujecie się do zdjęć?

A: Jeśli chodzi o zdjęcia na bloga Mammamija, to są one po prostu dokumentacją naszej codzienności, a raczej drobnych miłych chwil, które zdarzyły się danego dnia. Samo fotografowanie nie wymaga większego przygotowania, natomiast zawsze dobrze przygotowujemy się do wyjazdów. I tych prywatnych i służbowych. Przed wyjazdem spędzam czas przed komputerem szukając ciekawych lokalizacji, plenerów, hoteli, regionalnych specjałów kulinarnych, czyli wszystkiego co może nam umilić pobyt i ułatwić zdjęcia.

K: Co lubisz robić w wolnym czasie?

A: Hmm… tak naprawdę nie mam wolnego czasu. Albo inaczej – to co robię na co dzień mogłabym nazwać przyjemnym spędzaniem wolnego czasu. Podróże, fotografia, spędzanie czasu z rodziną – tym mam wypełniony czas po brzegi.

K: Jak opisałabyś swój styl?

A: W modzie upodobałam sobie kilka nurtów. Uwielbiam styl grunge, poza tym zawsze miałam słabość do ubiorów z lat siedemdziesiątych, a i tak co jakiś czas powracam do klasyki – prostych marynarek, białych koszul i jeansów. Nie przywiązuję za dużej wagi do metki, często zaglądam do sieciówek. Uwielbiam robić zakupy w vintage shopach gdzie znajduję prawdziwe perełki z poprzednich dziesięcioleci. Mam to szczęście, że w trakcie podróży mogę odwiedzać wiele tego typu sklepów – w Polsce niestety ich brakuje. Zaglądam też chętnie do second handów, w których w przeciwieństwie do vintage shopów, mogę znaleźć coś z nowych kolekcji.

K: A gdzie można znaleźć najlepsze Vintage shopy?

A: W Nowym Jorku i w Los Angeles. To raj jeśli chodzi o ubrania vintage – ogromny asortyment i bardzo niskie ceny. W Londynie też jest sporo takich sklepów, ale ceny są wygórowane.

K: Jak według Ciebie wygląda idealny strój na co dzień?

A: Sukienka, kapelusz, buty na płaskim obcasie i pokaźnych rozmiarów torba. Ewentualnie jeansy, prosta koszula i marynarka.

K: Jaka jest ulubiona rzecz z Twojej szafy?

A: Zielono fioletowa sukienka vintage z rękawkiem „trzy czwarte”, którą kupiłam w Los Angeles. Czuję się w niej jak w drugiej skórze.

K: Jaki element garderoby powinna mieć w szafie każda kobieta?

A: Granatową, dobrze skrojoną marynarkę. Dzięki niej można stworzyć naprawdę ponadczasowe zestawy. Sama mam kilka i uwielbiam łączyć je z białą czy błękitną koszulą i jeansami.

K: Jakie według Ciebie błędy modowe najczęściej popełniają Polki?

A: Ach! Odpowiedź w sumie jest jedna – ubierają się nieodpowiednio do okazji. Na przykład, na spacer nad morzem zakładają obcisłe ciemne sukienki, szpilki i mnóstwo biżuterii zamiast ubrać się tak na wieczorną okazję. Z kolei bluzę polarową ubierają na spotkania ze znajomymi, do kawiarni czy restauracji, zamiast na wycieczkę w góry. Przykładów można mnożyć, ale te dwa najczęściej rzucają mi się w oczy w Sopocie.

K: Co byś poradziła dziewczynom, które nie do końca wiedzą, co na siebie założyć, a chciałyby wyglądać dobrze?

A: Jeśli widzimy, że tworzenie swobodnych strojów nie przychodzi nam z łatwością, powinniśmy postawić na klasykę i nie ulegać sezonowym trendom.

K: Jak Twój styl zmieniał się przez lata?

A: Dobrze, że nie muszę udokumentować tego pytania zdjęciami! Tak naprawdę zawsze lubiłam styl grungowy i modę z lat siedemdziesiątych, ale kolorystyka, którą wybierałam była zupełnie inna, jaskrawa i bardzo krzykliwa. Ulegałam też sezonowym trendom, zdecydowanie za bardzo. Nie zwracałam uwagi na jakość materiałów, a teraz jest to dla mnie priorytet.

K: Czego nigdy byś na siebie nie założyła?

A: Bolerka! Nie założyłabym też bordowej sukni z szyfonu ani naturalnego futra.

K: Jak myślisz co będziesz nosić w nadchodzącym sezonie?

A: Nie znam się na sezonowych trendach bo ich nie śledzę na bieżąco, ale myślę, że zimą będę chodzić w oversizowych płaszczach. Wełniana czapka to mój must have na ten sezon.

K: Jak widzisz swoją przyszłość za dziesięć lat?

A: Mam nadzieję, że będę robić to samo, bo fotografia jest moją największą pasją. 

Gorące podziękowania dla restauracji Flaming & Co w Sopocie za możliwość wykonania zdjęć. 

10 rzeczy, w które warto zainwestować więcej pieniędzy

Napisała Kasia @ Sierpień 25, 2014

1. Szalik // 2. Czarne szpilki // 3.Marynarka // 4. Trencz //

Trends come and go, therefore our closet needs a small transformation any given season. Pastels, neon, prints, peplum, bell bottoms, skinny jeans…..everything pass, comes back and forth. There is a method in this madness. The most important thing is creating “wardrobe essentials”. You create it with classic clothing and accessories, that never go out of fashion. In this case you put the focus on quality, cause those things are supposed to work for us not for a season but for years. Below you will find a list of items, that are worth investing in.

Trendy przychodzą i odchodzą, a nasza szafa co sezon wymaga małej transformacji. Pastele, neony, printy, baskinki, dzwony, rurki…wszystko przemija, wraca, i tak w kółko. W tym szaleństwie jest jednak metoda. Najważniejsze zadanie, to stworzenie podstawowej „bazy”. Tworzą ją klasyczne ubrania i akcesoria, które nigdy nie wychodzą z mody. W przypadku „bazy” stawiamy na jak najlepszą jakość, gdyż jej elementy mają nam służyć nie na sezon ale lata. Poniżej znajdziecie spis rzeczy, w które warto zainwestować. 

BEŻOWY TRENCZ / BIAŁY T-SHIRT

1. Trencz – Zara 399zł 2. T-shirt – COS 120zł 3. Obudowa na telefon – Asos 60zł 4. Jeans – Cubus 250zł 5. Tenisówki – Convers

Beżowy trencz to czysta klasyka. Najbardziej pożądanym jest ten marki Burberry, ale spokojnie znajdziemy podobne fasony w innych sklepach. Zwróćmy uwagę na guziki, podszewkę, skład i sposób w jaki możemy prać dany model. Traktujmy go dobrze, a będzie służył lata.

Biały T-shirt to basic sam w sobie. Dopasujmy jego krój do sylwetki. Dekolt, który pasuje większości z nas to ten w literę "V". Jeśli trafimy na dobrej jakości biały T-shirt, możemy kupić więcej niż jedną sztukę. Na pewno się nie zmarnują.  

JASNY SWETER

1. Kubek – Starbucks 2. Słuchawki – Frends 3. Książka – Thames & Hudson 4. Sweter – Zara 169zł 5. Jeansy – Cubus 150zł

Zbliżający się chłód przypomniał mi o cieplejszych rzeczach. Na jesienny dni niezastąpiony będzie jasny sweter, który rozjaśnia trochę jesienną szarzyznę. Mimo, że czerń to bezpieczna klasyka, musimy pamiętać o wprowadzaniu rozświetlających kolorów do naszej „bazy”. Dzięki nim będziemy mogły komponować więcej zestawów. 

  SKÓRZANA TOREBKA / SZALIK W JEDNOLITYM KOLORZE / OKULARY PRZECIWSŁONECZNE

1. Szalik – COS 200zł 2. Okulary – Wildfox 800zł 3. Kolczyki – Asos 40zł 4.Torebka – Moliera2.pl 1060zł 5. Buty – New Look 80zł 6. T-shirt – H&M 39zł

Ciemna skórzana torebka to must-have, idealny dodatek do garderoby. Obecnie możemy ją nosić zarówno do szpilek jak i tenisówek. Nie obowiązuje już zasada Jackie Kennedy (torebka plus buty w tym samym kolorze), więc możemy puścić wodze swojej fantazji. Wolicie dużą czy małą? Na ramię czy do ręki? Wybór należy do Was.

Pięknym uzupełnieniem każdej stylizacji będzie szal o jednolitym odcieniu. Wybierzmy taki, który jest z naturalnej wełny lub bawełny. Nie zniszczy się po jednym sezonie i będzie nas lepieł chronił przed chłodem, niż ten wykonany z poliestru. 

Okulary słoneczne, to jeden z akcesoriów, które przyda się nam w każdym sezonie. Dbajmy o szkła i starajmy się zawsze chować je do etui. Raz lub dwa razy w roku, warto udać się do optyka, aby nieco podkręcił poluzowane śrubki. Droższy model będzie nie tylko bardziej wytrzymały, ale też znacznie przyjemniejszy w użytkowaniu. 

ZEGAREK / JEDWABNA KOSZULA

1. Spódnica – TopShop 290zł 2. Perfumy – Michael Kors 259zł 3. Buty – TopShop 310zł 4. Zegarek – Michael Kors 1000zł 5. Koszula – Zara 299zł

Jeśli w swojej szufladzie macie mnóstwo plastikowych zegarków, a żadnego z nich nie nosicie, to znaczy, że popoełniłyście typowy błąd – ilość okazała się ważniejsza niż jakość. Decydując się na zakup klasycznego zegarka koniecznie wybierzmy sprawdzoną markę (polecam MK, Marc Jacobs, Tissot, Nixon, Wellington).

Jedwabna koszula uratuje Was w każdej sytuacji. Musi mieć jednak swoją cenę. Postawiłabym na jasne i uniwersalne kolory (biel, ecru, pudrowy róż, beż). 

CZARNE SZPILKI / MARYNARKA

1. Okulary – Ray-Ban 629zł 2. Szpilki – Zara 329zł 3.  Szminka – MAC 4. Kapelusz – Asos 110zł 5. Marynarka – Mango 189zł

Każda kobieta powinna mieć w swojej szafie czarne szpilki. Pasują do każdej sukienki i świetnie podkreślają kobiecą sylwetkę. W połączeniu z jeansami tworzą seksowną ale schludną całość. Czarna dopasowana marynarka to kolejna rzecz, bez której ciężko się obejść. Po pracy załóż ją z czerwonymi spodniami i białym T-shirtem, a stworzysz zestaw na wieczorne wyjście.

 

 

 

 

 

LOOK OF THE DAY

Napisała Kasia @ Sierpień 24, 2014

trousers / spodnie – Mango

shoes / buty – Kazar

shirt / koszula – Zara

bag / torba – Massimo Dutti 

„If you are in doubt: wear black”. I recall this quote every time I am getting my favorite black skinny jeans out of my closet and then automatically run for my shelf with all the black sweaters and blouses I have. The truth is, it’s a perfect match for avoiding any mistake. All you need is a little bit of accessories like nude pumps and jewelry, to lighten up the dark shades. This specific day, against the rules, I chose a brown bag. Just for teasing, cause they say combining black and brown is a crime, but I kind of like it.

Have a great Sunday!

"Jeśli masz wątpliwości, załóż czerń". Ten cytat przypomina mi się za każdym razem, kiedy po raz kolejny wyciągam z szafy swoje ulubione czarne rurki i automatycznie kieruję się w stronę półki, na której trzymam czarne swetry i koszule. Takie połączenie to najprostszy sposób na uniknięcie błędu. Wystarczy odrobina dodatków w postaci cielistych butów i biżuterii, aby ożywić ciemne kolory. Tego dnia, trochę na przekór wybrałam brązową torebkę. Dla niektórych połączenie czerni z brązem to zbrodnia, ale mi nawet się podoba. 

Miłej niedzieli! :)