Nikt nie ustalał ze mną terminu tego wyjazdu, bo organizowała go przyjaciółka z okazji swoich czterdziestych urodzin, a ja wystąpiłam w roli wdzięcznej pasażerki na gapę. Ale z Paryżem właśnie tak jest: wpadasz obojętnie kiedy, na chwilę, nie oczekujesz niczego, ale na miejscu okazuje się, że każdego dnia możesz pójść na wystawę, której nawet nie śniło Ci się zobaczyć. Miasto, które teoretycznie znam już naprawdę dobrze, nagle wyciąga z kapelusza Matisse’a, Renoira i Caldera, jakby mówiło:…






